“Świat według Nohavicy”
Jarek kilka dni temu został dziadkiem! I to jest chyba jedyna miła wiadomość dla polskich fanów świata Nohavicy.
Dowiedziałem się o tym na “koncercie którego nie było”, ale który jednak był, choć świata Nohavicy tam nie było. Nie było głębi, ciepła i energetyki tak charakterystycznych dla Nohavicy. Była natomiast jakaś udawana rubaszność, zaś brak umiejętności trafiania w nuty (bo i po co, prawda?) nadrabiano miną. Melodii wykonawcy również specjalnie nie znali. Widać było, że dla wielu z nich to była żenująca “fucha”.
Promowany przez Trojkę “Świat według Nohavicy” (n.b. wtórny wobec “Těšínské Niebo – Cieszyńskie Nebe”) wg. mnie okazał się klapą i profanacją twórczości Jarka Nohavicy. Tu można posłuchać fragmentów. Płyty postanowiłem nie kupować.
Przy okazji straciłem chęć tłumaczenia tekstów Jarka na białoruski. Nie da się przetłumaczyć Nohavicy nie tracąc po drodze Nohavicy. A jak mam stracić, to na co komu takie tłumaczenie?
Chyba pierwszy raz spotkałem taką krytykę albumu Świat według Nohavicy. Wydaje mi się, że mimo wszystko to nie jest klapa (patrz wykonawcy i teksty). Wbrew pozorom język czeski jest dość hermetyczny dla nas, Polaków, choć wydaje nam się, że w ramach słowiańszczyzny dogadujemy się łatwo i rozumiemy. Na pewno nie zgodzę się, że to była klapa i profanacja. W końcu i Franka Sinatrę i Dylana i nie wiadomo kogo jeszcze śpiewano w innych językach, przy tym bez klękania. Interpretacja to interpretacja, a oryginał i tak jest na górze.
Włodek
June 15, 2009 at 7:47 pm
A cóż takiego może wynikać z wykonawców i tekstów? Oczywiście, możemy mieć odmienne poglądy, ale ja na tym koncercie (trochę przypadkiem) jednak byłem.
Nie żebym nie rozumiał różnicy pomiędzy oryginałem a coverem czy interpretacją… Nie żebym nie lubił Andrusa z jego smutnymi kawałami… Szkoda mi, chyba, oryginału, i tyle.
Alaksandar Navicki
June 15, 2009 at 10:23 pm
Witam, na płytę trafiłem zupełnie przypadkiem jakieś trzy miesiące temu i od tej pory słucham jej dość często, jak i moi znajomi. Dla kogoś, kto nie zna czeskiego, podobnie jak ja, płyta jest ciekawa. Nie wszystkie piosenki mi się podobają, to fakt, ale raczej nie wynika to z oceny porównawczej do oryginału, a subiektywnych odczuć. Zgadzam się, że być może z oryginałem nie ma to wiele wspólnego..
Pozdrawiam,
Janek
Janek
June 19, 2009 at 7:20 pm
Nohavicą – klimatem i tekstami byłem i jestem zachwycony. Przy Komecie można sie zapić z tęsknoty. Krecik i Pijcie Wodę nieustannie bawią. Ostravska czastuszka – jakbym słyszał dziadka opowiadającego o swojej pracy.
Ale Świat według Nohavicy to tylko po prostu fucha obliczona na łatwy zarobek paru znudzonych tzw. artystów. Beznamiętna i beznadziejna.
pietross
August 12, 2009 at 10:20 pm
Ostatnio na Bornholmie spotkałem przesympatycznego Czecha, który, jak się okazało, zna Nohavicę osobiście. (Mały jest świat!) Wymieniliśmy kilka uwag na temat tej płyty, i ogólnie podziela on mój pogląd, że Nohavicy trzeba słuchać w wersji oryginalnej, a wszystkie próby tłumaczeń i wykonywania jego piosenek po polsku to raczej chęć skorzystania z charyzmy Jarka w czasach braku pomysłu na własną piosenkę autorską. Jak na ironię, nie (tylko) teksty są u Jarka ważne, ale także niesamowity klimat, maniera wykonania, kontakt ze słuchaczami, a tego wszystkiego wykonawcy większości utworów na tej płycie nie dość, że nie przekazali, ale i nie wyczuli, a być może i nie wiedzieli że coś takiego trzeba wyczuć, bo skąd by mieli się dowiedzieć. Szkoda gadać.
Alaksandar Navicki
August 21, 2009 at 2:59 pm
A ja z tej płyty jestem gotów bronić jednej piosenki. I choć niestety tylko jednej, to i tak bardzo się cieszę, że została popełniona.
“Mam ledwie bliznę” w wykonaniu Woźniaka, brzmi (hmm … lepiej?) wiarygodniej, od wykonania samego Nohavicy. Usłyszałem tą piosenkę po raz pierwszy blisko 2 lata temu na koncercie i ciągle czuje jej niedosyt.
Jeszcze słysząc Daukszewicza w piosence “Panie prezydencie” to aż trudno wyobrazić sobie, że nie była pisana specjalnie dla naszego prezydenta…
Reszty nie komentuje, co coraz trudniej o dobre słowo : )
Marcin
August 29, 2009 at 7:09 am
Z piosenką “Panie prezydencie” jest największa tragedia. Polska wersja jest cholernie polityczna, i ocieka ohydną żółcią, tymczasem oryginał w ogóle nie jest o polityce, i wcale nie ma w sobie żółci. Porażka do kwadratu. Co prawda, tłumacz na koncercie tłumaczył się z tego, ale wg mnie — i to chyba dotyczy całej płyty — dobre tłumaczenie nie wymaga tłumaczenia się, a kiepskiego tłumacz powinien się wstydzić. Tymczasem goście bezwstydnie wciskają nam swoje gnioty.
Alaksandar Navicki
August 29, 2009 at 9:33 am
Macie racje, różne ale macie. Płyta jest tragicznie nie Nohavicowa. Jest też świetna, bo choć trochę przybliża nam Czeskiego Barda. Nohavica śpiewa Siebie, a nie tylko swoje piosenki. “Artyści” nagrani na płycie … nawet nie oddają Siebie w Nohavicowych tekstach, nie najlepiej przetłumaczonych na polski. Dobrze, że nagrano tą płytę. Bardzo dobrze, że Nohavica jest tak niedościgły.
PIJCIE PITNA WODĘ w polskiej wersji dopuszczony jest rum, a Jaromir śpiewa “a ne pijte rum” wniosek … czasami nasza polska jest lepsze
Lamel
September 10, 2009 at 10:34 am
Własnie słucham omawianą i krytykowaną płytę. Boże, dlaczego zawsze słysze utyskiwanie ,ze swiat nie jest doskonały?? Nie jest a tłumaczenie poezji może zawsze powodowac powstanie komentarzy, ze ktos to czuje inaczej. Tak taka jest ta poezja. Komentarze jajkie czytłem słyszałem i niestwety tez wygłszałem o śpiewaniu Wysockiego były podobne. Pamietam nawet wspominkowy koncert piesni wysockigo w Moskwie( śpiewano orguinały w oruginalnym jężyku) i śpiewali je zawodowi piosenkarze o wspaniałym warsztacie i cudownych umiejetnościachi głosowychy. Śpiewali pieknie i poprawnie muzycznie. Ale to nie było to samoa nawet brzmiało źle.
Niestety tak zawsze jest z poezja śpiewaną.Orginał to orginał. Nie każdy tłumacz poezji śpiewanej ma talent Wojtka Młynarskiego. Ale dobrze ,że pojawił sie taki album. Słucham Nohavice po czesku i tez podejrzewam ,ze nie potrafie odszukać wszystkich wpaniałości jego pieśni jak rodowity i wspólczesny mu Czech. Trudnio.
Ale dlaczego na naszym rynku nie ma takich tówrców którzy by zaśpiewali o sprawach życia codziennego, chocby o napiciu sie piwa z przyjaciólmi. Dlaczego jakies abstrakcyjne piosenki o Cieniu orła itd. Ja wogole nie słucham słów polskich piosenek!!!!… no, może, duzej ich liczby.
Dobrze ,że ta płyta sie pokazała. !!!! Tak dalej, warto jej posłuchać, bedzie o czym dyskutować, sa tam tez piekne momenty.
A mnie sie podoba
October 23, 2009 at 9:36 am
[...] listopad 2, 2009 Dodaj komentarz Przejdź do komentarzy Zauważyłem, że mój wpis Świat według Nohavicy jest najbadziej czytanym wpisem ze wszystkiego, co na tym moim do niedawna białoruskojęzycznym [...]
Píseň o příteli « Adnosna
November 2, 2009 at 10:23 pm
Zdanie autora blogu szanuję, mimo że się z nim kompletnie nie zgadzam. Nohavicy nie znałem – nie mam porównania z oryginałami… a album bardzo mi się podoba – sam w sobie… I myślę, że jego sukcesem jest uświadomienie mi istnienia pana Nohavicy. Także może nie porównujmy wszystkiego do oryginału bo z niczego nie będziemy zadowoleni
i bez przesady z tą profanacją
Milczar
November 21, 2009 at 6:16 pm
Ależ ja nie wykluczam, że komuś się ten album może podobać. Jednak tłumaczenia zawsze się porównuje do oryginałów. Tak jakoś jest… I, wbrew pozorom, nie wszystkie tłumaczenia są złe.
Przy okazji, polecam ten mój wpis: http://adnosna.wordpress.com/2009/11/02/pisen-o-priteli/
Aleksander
November 21, 2009 at 6:40 pm