Wybiórcza wrażliwość
Wiem, że to taka miejscowa specyfika, folklor, i że nie warto się przejmować, domagać się innego podejścia (ja się już nie domagam), jednak za każdym razem jak słyszę albo czytam w polskich mediach wyraz “Kresy wschodnie”, jest mi za Polskę głupio. A że Polsce za siebie głupio nie jest prawie nigdy, wyjaśnię to na przykładzie.
Polacy strasznie się oburzają — nawet (sic!) wciągają w to dyplomację — na “polskie obozy koncentracyjne” w zachodnich publikacjach, apelują o wrażliwość, ą-ę… A sami? Lepsi?
Jeszcze kilka lat temu Polska obnosiła się w UE ze swoją “znajomością wschodu”, wszem i wobec twierdziła, że jeśli chodzi o wschodnich sąsiadów Unii, to ona dopiero się na nich zna. No… Jak cholera.
Belka, zadufańcy! Szukajcie belki we własnym oku! O, tu, tu, tu, trochę wyżej i wprawo. Dobrze! Bo będziecie przekazywali tę żałosną bezmyślność z pokolenia na pokolenie, i jeszcze będziecie się tym szczycić.
Słabo wczuwamy się w położenie innych, to fakt. Co gorsza, często nie dopuszczamy do siebie myśli, że o strona polska mogła być zaborcą (vide Ryga), krzywdzicielem itp. a nie tylko walczyć “za naszą i waszą”. Ale nie porównywałbym mimo wszystko bezrefleksyjnego używania nazwy “kresy” z próbami obarczenia nas odpowiedzialnością za ludobójstwo (i to często próbami niemieckimi).
Łukasz
October 27, 2009 at 10:04 pm
“Ej, no, “kresy” czy “wschodnie tereny” — co za różnica?”
“Ej, no, “obozy w Polsce” czy “polskie obozy” — co za różnica?”
Ależ to się (рrаwiе!) niczym nie różni, Łukaszu! Te wzmianki o “polskich obozach” na pewno wynikają z braku wyczucia, a nie z celowego działania. Porównaj do “kresów wschodnich”…
Aleksander
October 27, 2009 at 10:18 pm